O autorze
W tak zwanym prawdziwym życiu pisze i przygotowuje materiały wideo w "Gazecie Wyborczej" we Wrocławiu. Wcześniej współpracowała m.in. z Radiem PiN. Po godzinach robi filmy, chodzi do kina z ukochanym i je masło orzechowe. Na razie nie ma własnych dzieci, ale też nie uważa się za osobę dorosłą. Kocha "Małego Księcia", "Dzieci z Bullerbyn" i "Mikołajka". Dlatego na MamaDu będzie pisać bajki. Ma nadzieję, że przeczytacie je młodym do poduszki.

O kurczęciu, które chciało zostać orłem - odcinek I

O kurczęciu, które chciało zostać orłem - odcinek I
O kurczęciu, które chciało zostać orłem - odcinek I Rys. Marta Lasek Fot. kate hiscock / http://bit.ly/10mcLtd / CC BY / http://bit.ly/mamadu
Pewnego razu, nie tak dawno temu, było sobie kurczątko o imieniu Ksawery. Kurczątko mieszkało na kurzej fermie razem z mamą-kwoką, tatą-kogutem, siostrą-kurką i innymi kurczakami i kurami. Ferma była duża, czysta i zielona. Jej mieszkańcy mieli szczęście, bo gospodarze prowadzili hodowlę ekologiczną. To znaczy, że pozwalali zwierzętom biegać po łące, wygrzewać się na słońcu, a nawet korzystać z internetu.

1.
Ksawery bardzo lubił spacerować sam w dalekie zakątki fermy i spoglądać w niebo. Dlatego mama-kwoka często mówiła mu, że ma głowę w chmurach.
Kiedy tak zadzierał dzióbek w górę, obserwował różne cuda: obłoki pędzące po niebie, przecinające chmury odrzutowce, no i oczywiście ptaki.
Któregoś dnia zobaczył wielkie, ciemnobrązowe skrzydła, przelatujące z łopotem wysoko ponad kominem domu gospodarzy.

- Mamo, mamo! Co to za ogromne ptaszysko? - zapytał Ksawery mamę-kwokę.

A mama odpowiedziała, że to orzeł, najsilniejszy z ptaków.

- Orzeł - powtórzył Ksawery głosem pełnym podziwu i zarazem strachu.
Na zawsze już zapamiętał to imię. Od tamtej pory zadzierał głowę nie po to, żeby marzyć, ale żeby wypatrywać orła.

2.
Ksawery zauważył, że sam także ma skrzydełka. Wprawdzie dużo mniejsze niż u orłów, ale były. A mimo to ani on, ani żaden inny mieszkaniec kurzej fermy nigdy nie próbował latać.
Własne skrzydła nie dawały spokoju. Zaczął zastanawiać się, w jaki sposób mógłby zostać orłem. Postanowił poradzić się w tej sprawie taty-koguta.

- Tato, tato! Co mam zrobić, żeby zostać orłem? - zapytało kurczątko.

Tato-kogut skierował wzrok na Ksawerka i patrzył tak na niego, nic nie mówiąc, przez dłuższą chwilę.
- Synu, a skąd taki pomysł wpadł ci do łebka?
- Chciałbym być taki wielki i piękny jak orzeł. I latać wszędzie, gdzie tylko poniosą mnie skrzydła - wyjaśnił syn.
- Ksawerku, spójrz na inne zwierzęta w zagrodzie. Powiedz, dlaczego ja nie
jestem koniem. Dlaczego koń nie jest kotem? Dlaczego kot nie jest krową?
- No właśnie. Dlaczego?


Tato-kogut westchnął ciężko. Czasem naprawdę miał wątpliwości, czy w głowie jego syna wszystko było dobrze poukładane.

- Kurza twarz, Ksawerku! Koń jest koniem, krowa krową, a orzeł orłem. Urodziłeś się kurczakiem i pozostaniesz kurczakiem. Nie możesz zostać orłem tylko dlatego, że tego chcesz.
- Nawet, jeśli będę się bardzo starać i dużo uczyć? - nie dawało za wygraną kurczątko.
- Nawet, jeśli dzień i noc będziesz myślał tylko o tym, żeby stać się orłem, to i tak pozostaniesz kurczątkiem. Orłem trzeba się urodzić - zawyrokował tato-kogut.

Ksawerek poczuł, że to wielka niesprawiedliwość.

- No dobrze - powiedział z namysłem. - A co się stanie, jak już przestanę być kurczątkiem? Co się dzieje z kurczakami, kiedy urosną? Czy zostanę kogutem, tak jak ty? Dlaczego na naszej fermie jest tyle kurczaków, a kogut tylko jeden?

Tato-kogut podrapał się po swoim grzebieniu z zakłopotaniem. Co się stało z wszystkimi jego kolegami? Co jakiś czas przychodził po nich gospodarz, żeby zabrać ich do domu, ale w jakim celu? I dlaczego żaden z nich już nigdy stamtąd nie wrócił?

Tato-kogut sam kiedyś zastanawiał się nad tą sprawą. W końcu jednak przeszedł nad nią do porządku dziennego i zajął się codzienną pracą na fermie. Miał przecież huk roboty.

- Ksawerku, dosyć! Chyba za bardzo się nudzisz, że chodzą ci po dziobie takie dyrdymały - rzekł groźnie. - Uciekaj stąd, bo muszę teraz zagonić kury na noc do kurnika. Nie przeszkadzaj mi!

Pzestraszone kurczątko posłusznie czmychnęło do kurnika. Poszło poszukać mamy-kwoki, by schronić się na noc pod jej skrzydłami. I przy okazji zapytać ją o orły.

3.
Ksawerek znalazł mamę-kwokę w kurniku, drzemiącą czujnie na grzędzie. Gdy tylko się do niej zbliżył, od razu otworzyła oczy.

- Syneczku, co tobie? Co ci tak opadły skrzydełka? - zmartwiła się na widok smutnej miny Ksawerka.
- Na co mi skrzydełka, jak nie mogę być orłem? - zaskomlało kurczątko i zrobiło dzióbek w podkówkę.

Trudno mu było zachowywać się jak duży kurczak w dniu, w którym ojciec powiedział mu, że nigdy nie będzie orłem. Mama-kwoka zamaszystym ruchem zgarnęła Ksawerka pod swoje skrzydła.

- Synku... nie bądź niemądry. A po co niby miałbyś być orłem? Źle ci tu u nas w kurniku?
- Nie - wymamrotało kurczątko. - Ale orły są takie wielkie i piękne... I mogą latać wszędzie, gdzie tylko poniosą je skrzydła.
- A na co ci to latanie, skoro tutaj masz wszystko, czego ci potrzeba? - perswadowała łagodnie mama-kwoka, głaszcząc syna po dzióbku. - Dbamy o ciebie, karmimy, przytulamy. Nie chcemy, żeby stała ci się krzywda. Nigdzie nie będziesz miał tak dobrze, jak u mamy. Chciałbyś zrobić mi taką przykrość i stać się orłem?

Ksawerek westchnął ciężko, wtulił się w mamine skrzydło i zamknął oczy. Miał nadzieję, że tej nocy przyśni mu się jakiś sposób na zostanie orłem.

Ciąg dalszy nastąpi...

... A w nim dowiecie się, co na temat zostania orłem powiedział Ksawerkowi internet oraz jak trudno czasem dogadać się z rodzeństwem i że dobrze jest mieć przyjaciół.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...