O autorze
W tak zwanym prawdziwym życiu pisze i przygotowuje materiały wideo w "Gazecie Wyborczej" we Wrocławiu. Wcześniej współpracowała m.in. z Radiem PiN. Po godzinach robi filmy, chodzi do kina z ukochanym i je masło orzechowe. Na razie nie ma własnych dzieci, ale też nie uważa się za osobę dorosłą. Kocha "Małego Księcia", "Dzieci z Bullerbyn" i "Mikołajka". Dlatego na MamaDu będzie pisać bajki. Ma nadzieję, że przeczytacie je młodym do poduszki.

O kurczęciu, które chciało zostać orłem – odcinek III

Rys. Marta Lasek
O tym, co kurczątko zobaczyło w lustrze i tajemniczym ptaku, który nie chciał przyznać się, że jest orłem.

Kiedy stawało się na dachu kurnika, przy dobrej pogodzie widać było w oddali ośnieżony szczyt. „To na pewno tam mieszkają orły. W przeciwnym razie nie latałyby tak wysoko” – myślał Ksawerek. Ale jak daleko trzeba wędrować, żeby tam dotrzeć? Może trzy godziny, a może trzy dni? Tego kurczątko nie wiedziało. Na kurzej fermie nikt nie nauczył go geografii.

6.
Ksawerek miał ze sobą tobołek, do którego zapakował zapas ziarna. Myślał, że wystarczy mu jedzenia na całą wędrówkę. Jednak już po pierwszym kwadransie trasy poczuł, że zaczyna burczeć mu w brzuchu. Na dodatek w miarę gdy maszerował, tobołek robił się coraz cięższy. Tak, jakby z każdym krokiem ktoś dokładał do środka jedno ziarenko.

„Może zatrzymam się na drugie śniadanie?” – pomyślał po godzinie drogi. „Odpocznę sobie na kamieniu w polu i pomacham łapkami, to może tak szybko się nie zmęczę”. Usadowił się wygodnie, wysupłał z tobołka jedno ziarno i schrupał je jednym gryzem. O dziwo, smakowało o wiele lepiej niż w kurniku. "Chyba nie zaszkodzi, jeśli skubnę sobie jeszcze dwa ziarenka” - zdecydował Ksawerek. Czuł się wolny i dorosły. Słońce łaskotało go po plecach, a ziarenka były przepyszne.


Nim się zorientował, zjadł cały prowiant, który zabrał ze sobą w podróż. A tymczasem wielka góra wciąż wydawała się tak samo daleko jak wtedy, kiedy wyruszył z domu. Ksawerek nie zamierzał się jednak tym przejmować. „Jestem młody i zdrowy. Łapki mam silne i nawet nie czuję, że przeszedłem już godzinę drogi. A bez ciężkiego tobołka będzie mi łatwiej. Przecież dzień dopiero się zaczął. Przed zmrokiem na pewno dotrę do domu orłów” – pomyślał Ksawerek. I dziarsko wyruszył w dalszą drogę.

Na początku wędrowało mu się całkiem przyjemnie. Rzeczywiście bez tobołka z prowiantem mógł maszerować szybciej i bez zadyszki. Słońce nadal dotrzymywało mu towarzystwa, a rozpędu dodawał mu wiaterek, który delikatnie pchał go w plecy. Ksawerek wydawał się sobie bardzo dorosły.

Jednak w miarę jak czas płynął, droga na szczyt robiła się coraz bardziej stroma i coraz mniej przyjemna. Upłynęło już kilka godzin odkąd kurczątko wyruszyło z kurnika i słońce, wiszące teraz bardzo wysoko nad horyzontem, prażyło co raz mocniej. Ksawerek czuł jak jego piórka spływają potem, a na dodatek coraz bardziej chciało mu się pić.

7.
Poczuł ulgę, kiedy po jakimś czasie ścieżka zaprowadziła go do lasu. Znalazł tam trochę cienia i usłyszał w oddali ciche szemranie wody. Co sił w łapkach pobiegł w kierunku, z którego dobiegało.

Ksawerek nigdy wcześniej nie widział strumienia. Nachylił się nad taflą, by zanurzyć dziobek w wodzie i … zobaczył tam drugiego kurczaka!

- Aaaaa! - wrzasnął Ksawerek jak oparzony.
- Aaaaaa… - odpowiedziało mu echo.
- Kim jesteś? - przeraziło się kurczątko.
- Kim jeste…

Ksawerek jeszcze raz ostrożnie przejrzał się w tafli wody jak w lustrze. Drugi kurczak wciąż tam był. „Skąd on się tu wziął?” – zastanawiało się kurczątko. „Na pewno musi być z jakiejś innej fermy, gdzie kurczaki są karmione tymi całymi sterydami, o których w kółko opowiada Siostra Kurka. Jest dużo większy ode mnie i wygląda na silniejszego. Nawet pióra ma takie wspaniałe, że kto wie, czy nie potrafi latać”.

- Hej ty… Czy umiesz latać? - zapytało kurczątko.
- Ty umiesz latać… - zaszumiał las.
- No co to za głupie żarty? Chcesz ze mną gadać, czy nie?
- Czy nieeee… - usłyszał tylko w odpowiedzi.

Nagle woda w strumieniu pofalowała się, a z nią drugi kurczak. Ksawerek poczuł na plecach lekki podmuch wiatru i usłyszał łopot skrzydeł nad głową. Kurczątko odwróciło się i zobaczyło jak tuż obok niego ląduje ogromne ptaszysko. Miało białą głowę i okropny, zakrzywiony dziób.

„Jak Mamę Kwokę kocham, to musi być orzeł”- pomyślał przestraszony Ksawerek i odruchowo ukrył się w szuwarach nad stawem. Było już jednak za późno, bo ptaszysko zdążyło go zauważyć i łypało groźnie. „Teraz albo nigdy” – postanowiło kurczątko. „Albo mnie zje, albo pomoże”. Ostrożnie wystawiło łepek i zwróciło się do wielkiego ptaka z uprzejmym pytaniem.

- Yyyy… Panie ptaku, czy wie pan może, gdzie mieszkają orły?

Ptaszysko spojrzało na niego uważnie i oblizało dziób.

- A bo co? – odburknęło groźnie.
- Mam do nich bardzo ważną sprawę - wyjaśnił Ksawery rezolutnie.
- Ważną sprawę? - zadumał się ptak. - Ważną sprawę można załatwić tylko z królem Olgierdem.
- Z królem Olgierdem? - powiedziało ostrożnie kurczątko. - Czy to jest król wszystkich orłów?
- Tak - odrzekło ptaszysko, które wedle podejrzeń Ksawerka mogło być orłem.
- A czy nie mogę po prostu zadać pytania panu? Czy koniecznie muszę rozmawiać z samym królem? - dociekało kurczątko.
- Ja nie rozmawiam z kurczakami - odparł ptak wyniośle.
- No to chyba nie mam wyjścia. Chyba muszę porozmawiać z królem Olgierdem.
- O ile król zgodzi się, by wyznaczyć ci audiencję - wyjaśniło niechętnie ptaszysko.
- A mógłby pan się tego od niego dowiedzieć? - zapytało kurczątko.

Zły ptak spojrzał na niego drwiąco i znów oblizał dziób.

- Nie mam ochoty. Jeśli chcesz rozmawiać z królem, to ty musisz go osobiście poprosić o audiencję - zawyrokował.

I nim Ksawerek się obejrzał, poczuł na szyi żelazny uścisk. Ptaszysko chwyciło kurczątko w swoje szpony i poszybowało w przestworza, porywając je ze sobą. Jedynym śladem, jaki po nich pozostał, była zmierzwiona wioda w strumieniu.

Drugie kurczątko niespodziewanie też zniknęło.

Ciąg dalszy nastąpi…
… A w nim poznacie królestwo orłów na szczycie Orlej Skały.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • baki
Trwa ładowanie komentarzy...